17.08.2010
Droga znów nie była wcale taka prosta (mimo teoretycznego końca gór), szczególnie że zabrakło już rześkiego górskiego chłodu i pogoda zrobiła się iście hiszpańska. Wyprzedziła nas znajoma Francuzka Sylvaine, a za nami została druga z Koreanek. Ja i Miyae poruszamy się podobnym tempem. Wkrótce okaże się, że wspólne tempo jest istotną kwestią przy doborze towarzyszy drogi - gdy nie będzie można go dostosować, trzeba się będzie żegnać. Wiele razy z bólem serca będzie się widziało pokochanych w krótkim czasie ludzi, znikających daleko w przodzie bądź będzie się zmuszonym zostawić ich z tyłu. Wielu spotka się ponownie, czasem po wielu wielu dniach, ale niektórych nie zobaczy już nigdy.Tymczasem dalej zachwycam się Navarrą, idąc czy to wśród lasu wzdłuż strumienia, czy mijając prześliczne wioski i miasteczka położone nad rzeką. Odpoczywamy troszkę w Villava - Trinidad de Arre. Miyae próbuje dodzwonić się z budki telefonicznej do domu, a ja rozkładam się na ławce i chłonę otaczającą mnie rzeczywistość. Miasteczko jest przecudowne - daje nam przedsmak tego, co czeka w Pampelunie (hiszp. Pamplona). Kolorowe kamienice, drzewa posadzone wzdłuż głównej ulicy, na murach kolorowe napisy po hiszpańsku i baskijsku, flagi, muzyka dobiegająca z okien, kwiaty, żar lejący się z nieba... Niewielu jest ludzi na ulicach o tej porze dnia, przyzwyczajeni są też pewnie do widoku pielgrzymów, ale mimo wszystko jak dziwne i szalone wydawać im się musi to, że zamiast odpoczywać gdzieś na gorącej plaży, dwie młode dziewczyny dźwigają z powrotem w górę ciężkie plecaki, ocierają z czoła pot, nakładają kapelusze i ruszają dalej przed siebie w tym niemożliwym gorącu.
My jesteśmy jednak radosne i szczęśliwe - przed nami Pamplona! Jednak do miasta dowlekamy się resztkami sił - upał naprawdę daje się we znaki i klucząc wśród wąskich, kolorowych uliczek, odnajdujemy wreszcie albergue municipal o nazwie "Jesús y María". W drzwiach wita nas radośnie... Benedicte, inna zaprzyjaźniona Francuzka, która okazała nam już w drodze wiele życzliwości i pomocy.
Kąpiel pomaga nam poczuć się jak nowonarodzone i ruszamy na podbój stolicy Navarry. Albergue posiada kuchnię, więc Miyae obiecała mi jakieś koreańskie przysmaki - niestety, zapomniałyśmy, że trwa właśnie sjesta. Czyli wszystkie sklepy pozamykane. Całe popołudnie włóczymy się jednak po mieście, którego uroku nie sposób opisać. To tu corocznie w lipcu odbywa się słynne San Fermín, podczas którego można zobaczyć gonitwy byków. Upamiętnia to zdarzenie pomnik. Poza tym nie wiadomo w którą stronę obrócić głowę, takie wszystko jest tu piękne! Miyae jęczy, że chce tu zamieszkać i w tym celu rozgląda się już za jakimś hiszpańskim narzeczonym;)
Wraz z końcem sjesty znajdujemy też otwarty sklep i robimy zakupy, by potem przygotować w hostelowej kuchni pikantnego kurczaka z ryżem na sposób koreański (Miyae twierdzi, że wcale nie było to zbyt ostre, w każdym razie jak na gust europejski - wierzcie mi, było!). Je z nami Benedicte, a potem w trójkę ruszamy do centrum, gdzie zajadamy pyszne lody na głównym placu miasta i patrzymy jak wraz z zapadaniem zmroku wszystko się ożywia, a wyludniony po południu plac, zapełnia się teraz młodymi Hiszpanami. Jest to wieczór pożegnalny z Benedicte - jutro wraca do swojego domu, do Francji. Nie wiem jeszcze wtedy, że następnego dnia będę też musiała rozstać się z Miyae...
Dodatek praktyczny: Warto pamiętać, że w czasie siesty (jej czas waha się w godzinach 13-17 w zależności od miejsca), wszystko jest pozamykane i nawet w dużym mieście raczej nie uda nam się wtedy zrobić zakupów, ani też zjeść w restauracji.
Nieodłączną częścią wędrówki są pożegnania. Trzeba do nich po prostu przywyknąć. Nie raz na trasie płyną łzy po rozstaniu z osobą, którą znało się zaledwie dwa bądź trzy dni. Nie ma jednak co rozpaczać - Camino jest nieprzewidywalne i zdarza się tak, że spotykamy nagle po wielu dniach kogoś, kogo myśleliśmy, że już więcej nie zobaczymy. Nigdy nie wiadomo jakie wydarzenia sprawią, że znowu przetną się nasze drogi.
![]() |
Jedna z wersji oznakowania szlaku |
![]() |
tonąc w zieleni... |
![]() |
bajecznie kolorowa Pamplona |
![]() |
tu mogę zamieszkać!:) |
![]() |
Pamplona nocą |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz